HTML/JavaScript

Harry Potter Magical Wand

niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział I - Expres Hogwart


Witam czytelników! Jest kilka perspektyw, dialogów i na pewno błędów. Rozdział dość krótki - tylko 8 stron, jednak mam nadzieje, że go polubicie. Pierwszy rozdział przed Wami, więc życzę miłego zagłębienia się w lekturze.
Zapraszam do czytania!
Shadow Follow


**********************************************************************************



Rozdział I    


Expres Hogwart


Wtedy gdy spotkali się po raz drugi… Pojawiły się imiona i nazwiska, wszechobecne etykiety, dzielące domy oraz ciążące obowiązki. Nie było żadnych ciepłych uśmiechów, głębokich spojrzeń oczu, oczywistych uczuć czy ich samodzielnych decyzji.
Sześć długich lat obrażania się za jeden pogląd, dotyczący czystości krwi. Gardzenie sobą, pomiatanie, wrogość. Tak jak jedna informacja przysłoniła pierwsze wrażenie, tak wojna jak fala zmyła poglądy, a w raz z nią popłynął Voldemort. Niektóre rodziny odrzucały nauki Czarnego Panna inne wciąż za nimi podążają, dzieleni są na mądrych i głupców – którzy są którymi? Pojęcie względne. Jednak wojna zabrała coś jeszcze, a mianowicie rok nauki w szkole Magii i Czarodziejstwa. Niestety nie wszyscy zdecydowali się powtarzać rok, ale większość z nich chętnie powróciła w mury Hogwartu.
Pewna osiemnastolatka siedziała w przedziale pociągu Hogwart Express zaczytana w jakąś książkę. Bardzo interesującą, gdyż dziewczyna nawet nie usłyszała przybycia osoby, która usiadła naprzeciwko niej.

- Słuchaj. Wiesz to nasz ostatni rok… i zastanawiałam się co być powiedziała na… imprezę u Ślizgonów? Wiesz to coroczne wielkie  przedsięwzięcie, nie łatwo się tam dostać, a ja zdobyłam dwa zaproszenia –mówiła szybko. Jednak szatynka dalej wpatrywała się w kartki.

- Halo ziemia do Hermiony Jane Granger! – wykrzyknęła dziewczyna, łapiąc za książkę, którą obecnie miała w rękach jej przyjaciółka. Zaskoczona Gryfonka spojrzała na osobę, przerywającą jej ważny wątek w scenie.

- O Ginny! Jesteś… Nie mogłam Cię znaleźć. Wybiegłaś jak tylko wsiadłyśmy i jak kamfora. Po prostu puff – stwierdziła. – A teraz oddaj mi książkę, proszę.

- Nie dopóki nie odpowiesz na moje pytanie. Wystarczy tak lub nie.

- A jak ono brzmiało?

- Przecież tu byłaś kiedy je zadawałam – uśmiechnęła się złośliwe. Wiedziała bowiem, że Hermiona za żadne skarby nie zgodzi się na imprezę, bądź co bądź urządza ją Slytherin i jest zawsze bardzo prestiżowa. Oczywiście nie zgodzi się świadomie, a nieświadomie…

- W takim bądź razie odpowiedź brzmi; nie.

- Och naprawdę. A myślałam, że jednak się zgodzisz. To taka okazja, przecież możesz się wiele nauczyć. – Hermiona nie widziała czy Ginny chodziło o prawdziwe znaczenie tego słowa lub też kombinowała coś innego. Przez kilka sekund miała dylemat. Mogła stracić jakąś szanse na poznanie czegoś nowego i interesującego, gdy się nie zgodzi. Jednak ostatecznie  stwierdziła, że cokolwiek to jest nie może być tak źle – w końcu najlepsza przyjaciółka chce dla ciebie jak najlepiej…

- No dobrze… Powiedzmy, że się zgadzam – na twarzy rudej wykwitły szeroki uśmiech i szatynka wiedziała, że lepiej było pozostać przy odpowiedzi przeczącej.

- Właściwie na co się zgodziłam?

- Na imprezę u Ślizgonów! Tą wielką na otwarcie roku! Zobaczysz będzie super… Odstawimy się tak że każdy chłopak będzie…

- Zaraz, zaraz. A gdzie w tym niby nauka, o której wspomniałaś? – spytała Gryfonka przerywając wykład rudej.

- No jak to gdzie. Musisz podszkolić się w robieniu makijażu, wyrywaniu chłopców…

- Przecież mam chłopaka – przerwała jej potok słów, zaskakujące jak taka mała osoba potrafi nimi strzelać niczym z karabinu.

- Dla mnie to wy już jesteście w separacji… Od czasu kiedy ten idiota ze mną spokrewniony obściskiwał się z Brown w naszej ulubionej francuskiej kawiarni – powiedziała dobitne.

- Nawet jeżeli, i tak nie powinnam go zdradzać.

- Oj już tam zdrada. Jak dla mnie za duże określenie. To są tylko nauki wstępne, do tego jak ożywić twoje życie towarzyskie po etapie Ronusia – wypowiedziała lekko, kładąc nacisk na ostatnie słowo, podkładając słodki głosik.

- Mówisz tak jakbyśmy się już rozstali.

- A tak nie jest? Spójrz Hermiono. Otwórz oczy… Nie jest tak jak było wcześniej. Ron inaczej cię traktuje i nie patrzy na ciebie jak kiedyś. A ja nigdy nie widziałam „tego” blasku w twoich oczach. W  mojej opinii to nigdy nie byliście w prawdziwym związku traktujesz go  jak brata i nie wiem jak można być tak ślepym nie zauważając tego. Przykro mi, ale to brutalna prawda – mówiła spokojnie i łagodnie, jakby nie chciała urazić uczuć przyjaciółki, które jej zdaniem do Rona wcale nie były kierowane. Bynajmniej chodzi te o miłości pomiędzy dwojgiem ludzi czy nawet zauroczeniu,  a nie więzi brata oraz siostry. Widząc już te trybiki w głowie Panny Granger przetwarzających jej wypowiedź postanowiła odciągnąć ją od przykrych myśli. - Jak już mówiłam odstawimy się. Mam nawet pomysły na stylizację. Ty będziesz mieć rozpuszczone, falowane wło… - i w tym momencie szatynka się wyłączyła, a ruda nawijała dalej o przygotowaniach, a oczy jej się świeciły jak dwa reflektory.
Hermiona zastanawiała się nad słowami przyjaciółki. Czy były prawdą? Może i nie mieli takich samych stosunków co przed Lavender, ale nie było aż tak źle, chyba. Czy Ron nie patrzył na nią tak jak kiedyś? Nie zachowywał się jak należy? Zauważała małe niuanse w ich związku, które uległy zmianie, jednak nie uważała, że to już koniec. Choć z drugiej strony to tak naprawdę Ron nigdy jej nie pociągał. Jest i była z nim tylko dlatego, że od niej tego oczekiwano, a nie chciała nikogo zawieść. Zwłaszcza Pani Weasley. Jego status pozostawał „przyjaciel w związku” – tak to przynajmniej odczuwała. A teraz jeszcze bardziej niż przedtem.                                                                                                                               
 - No i co tym myślisz? – spytała podekscytowana Ginny. Szatynka wiedziała, że bardzo jej zależy na tej imprezie, więc postanowiła, iż choć jedna z nich będzie szczęśliwa tego wieczoru.                                                                                                                       

- Świetne! Masz ciekawe pomysły – stwierdziła szatynka, a na twarz przywołała swój uśmiech, oczywiście wymuszony. Wypracowała go perfekcyjnie i nikt nie widział różnicy. Ruda oddała się znowu swoim fantazją, a Gryfonka wykorzystała okazje i uciekła z przedziału ze słowami.

- To ja idę się przejść – przyjaciółka nawet nie zauważyła jej wychodzącej, a Hermionie było to na rękę. Podeszła do okna na korytarzu i otworzyła je. Wiatr wdarł się w jej włosy, obijał o twarz. Odgłosy pociągu mknącego po torach oczyściły jej umysł. Poddała się chwili i zamknęła oczy. Delektowała się chwilą ciszy oraz spokoju, które nie trwały długo…                                                        
         Ktoś w cieniu wyraźnie zawiesił na niej oko - była ideałem w jego oczach.

***

- Masz rację, Goyle! –wykrzyknął Crab.                                                                             

- Wiem. To jest genialny pomysł – Goyle wypiął dumnie pierś, jakby rozwiązał problem trzeciego świata.

- A o czym takie dyskusje? – zapytał Zabinni wchodząc do przedziału. Spojrzał na Malfoy’a, który miał zbolałą minę.

- Zaraz się dowiesz Diable – wyminął swojego najlepszego przyjaciela i wyszedł szybko, by w końcu odetchnąć od głupoty, którą nasiąknęli całe to jakże małe pomieszczenie.
           Szedł powoli przez korytarze, mijając kolejne przedziały oraz roześmiane grupki uczniów. Doszedł do głównego holu i ujrzał Ją.
           Wiatr rozwiewał jej brązowe loki, miała zamknięte oczy. Wyglądała jakby chłonęła dźwięki otoczenia. Lekkie piegi na jej zdartym nosie lekko uwydatniły się w słońcu wpadającego przez okno. Pełne malinowe usta rozchylone. Kusząca długa szyja zapraszająco wygięta. Ubrana w zwykły biały t- shirt i czarne jeansy z wysokim stanem jeszcze bardziej podkreślał jej niesamowicie długie nogi , mimo iż liczyła zaledwie 170 cm. Inteligentna, zadziorna, pyskata… To coś o co chciał ujrzeć w swojej wybrance.  A nie taka Greengrass, która zamiast mózgu ma na pustej przestrzeni postawioną tabliczkę głoszącą „Do wynajęcia”.  Jednak to, że jej wygląd się zmienił nie znaczyło, iż nie lubił jej wkurzać. Tą przyjemność sprawiał sobie wtedy kiedy tylko miał okazje.
            Jego myśli na temat szatynki przerwał głośny, cienki i równocześnie słodki głosik. Gwałtownie odwrócił się w stronę nadchodzącej… o zgrozo… Greengrass. 

O wilku mowa… Wyjątkowo skąpym w odzienie…

- Dracusiu! Tu jesteś, wszędzie cię szukałam! Chciałam zapytać czy idziemy na imprezę. No wiesz.. tą dzisiaj z okazji rozpoczęcia roku – wyświergotała. Ubrana w mini czarną spódniczkę, która sprawiała wrażenie funkcji majtek oraz top; skrawek odzieży, wydający się zbędny podchodząc coraz bliżej do JEJ Dracusia.

- Nie, bo… - Draco zaczął gorączkowo się zastanawiać.
           Przecież nie powie jej, że nie idzie. Wtedy będzie wymyślać milion powodów, dlaczego miałby iść, a po tej katordze i tak by go wyciągnęła siłą. On do wątłych nie należy, ale nie bije kobiet, nawet takich pustych idiotek - dosłownie. Nie może, również powiedzieć, że idzie z Pansy, gdyż Diabeł się z nią umówił. Nie chciał im odbierać szansy na stanie się czegoś powyżej przyjaźni. Sam liczył na szczęście Balise’a, a Pansy była jego najlepszą przyjaciółką i najwyraźniej czuła coś do Diabła. Oczywiście skrywanie odwzajemniane. On nie jest niewidomy, zauważył to. Nie chciał odbierać czarnowłosej „szansę na sukces”*… oraz  szczęście.  W końcu oboje śliną się na swój widok od tamtego roku. Jednak wojna nie był najlepszym czasem na romanse. Zaczął nerwowo rozglądać się po przedziale, próbując coś wymyślić, przecież z nią nie pójdzie. W końcu uwielbia siebie, a nie chciał pozbawiać się życia przez jakąś farbowaną blondynkę, pospolitą jak trawa. Co nastąpi po imprezie w towarzystwie GreenGrass*. Gdy jego wzrok padł na szatynkę mierzącą ich morderczym wzrokiem. Najwyraźniej Dafne przerwała jej chwilę błogiego spokoju swoją słodką gadką. Wpadł na genialny pomysł. Przynajmniej w jego odczuciu, ponieważ nikt inny nie podzielał jego zdania. Jednym susłem, niczym pantera doskoczył do Gryfonki i objął ją w tali, po czym rzekł inteligentnie.

- Bo już umówiłem się z Hermioną – wydusił jednym tchem.
           Panna Granger nawet nie protestowała tylko stała zszokowana i zdezorientowana. Jak słup, który, jak potocznie się mówi, stoi i dupa. Dafne stała jak wryta. Przez jej twarz przeleciał kolor czerwony ze wściekłości, później zielony z zazdrości, i tak ukazało się na jej pięknej buźce cała paleta kolorów tęczy.

- I d z i e s z  z e  s z l a m ą? – wydukała. Malfoy tylko przeszył ją zimnym, morderczym spojrzeniem, a Dafne jak spłoszony jeleń zrobiła krok w tył.
           Wiedziała, że lepiej nie wchodzić w spór z Malofyem. Jest nieprzewidywalny. Nie chciała, aby czyhał na jej życie, więc powoli się wycofała. Już widziała co ten niezwykle przystojny Książę Slyhterinu może zrobić w akcie wściekłości.

- Skoro tak… To ja już pójdę – wykrztusiła, po czym trzęsąc się ze złości wróciła do przedziału.
           Najprawdopodobniej nawrzeszczeć na jej pseudo przyjaciółki, które będą musiały wysłuchiwać jej krzyków najpewniej do końca dnia jak i nie po nim.
           Hermiona w końcu otrząsnęła się z stanu „osłupienia”, i powoli, stopniowo w jej krwi wrzała wściekłość, aby osiągnąć wreszcie apogeum. Wyrwała się z uścisku, w którym dalej tkwiła mimo, że Ślizgonka dawano już poszła. Zaczęła wrzeszczeć na Smoka, wyzywać, kłócić się. Choć był to kłótnia jednostronna, gdyż Gryfonka nie dała Malfoy’owi dojść do nawet jednego słowa. Został przyparty do ściany, zimnego muru wściekłości i nie widział szansy na ucieczkę. Szatynka darła się wniebogłosy, dziwne jest więc to, że nikt nie przyszedł zobaczyć co się dzieje. 

***

           Balise po usłyszeniu pomysłu Goyla i Crabba wyszedł jak najszybciej z przedziału, rzucając na obchodne, że idzie poszukać Smoka. Dzięki Merlinowi jeszcze nie wrócił, inaczej utknąłby tam i nie wiadomo czy by to przeżył. Szedł przed siebie, i usłyszał jakieś głośne wrzaski. 

Hermiona Granger?

           Co jak co, ale jej głos znał, aż za dobrze. W każdej sekundzie istnienia Smok darł z nią koty, aż dziw, ze jeszcze Hogwart stoi na miejscu. Przyśpieszył kroku wodzący ciekawością, ale to co ujrzał przeszło jego najśmielsze oczekiwania. A co jak co, ale Diabełek miał bardzo bujną wyobraźnie…
           Ujrzał Gryfonkę całą czerwoną na twarzy i trzęsącą się z wściekłości oraz swojego przyjaciele bladego niż zwykle z przerażeniem w oczach. Opierał się o ścianę, wbijając się w nią, a Hermiona machała mu palcem przed nosem wygrażając. Zabinni po prostu w jednej chwili złapał się za brzuch powstrzymując śmiech, który się zrodził na widok tej dwójki. Swą pomysłowością i genialnością przebił Dracona i wyciszył korytarz. Jeszcze więcej gapiów tu potrzeba... Wolał zachować dla siebie takie przedstawienie. Sam uprzednio również się zaczarował, po czym wybuchnął tak wielkim śmiechem, że dosłownie położył się na podłodze i walił w nią, nie mogąc robić nic innego. Tak trwali w tym jakże uroczym obrazku;
           Wściekła Gryfonka grożąca przerażonemu Ślizgonowi, którego najlepszy przyjaciel zwijał się ze śmiechu na podłodze jak jakiś menel niespełna rozumu. 


***

           Pansy kierowała się właśnie do przedziału, który zajmowali jej przyjaciele. Diabeł i Smok. Przed chwilą została uraczona krzykami oburzonej Dafne, bredzącej coś o niesprawiedliwości świata oraz obietnicy, że zdobędzie Dracusia do końca siódmego roku. Szczerze wątpiła, aby Greengrass usidliła kogoś takiego jak Malfoy. On po prostu był nieuchwytny. Weszła do przedziału bez pukania. Zastała tam tylko Crabba, Goyla i Nott’a, kłócący i śmiejący się na przemian. Jednak ani śladu Malfoy’a i Zabinni’ego. 

- Gdzie są Smok i Diabeł? – zapytała, a odpowiedziała jej jeszcze jedna salwa śmiechu.
           Wreszcie Nott złapał na tyle oddechu, by powiedzieć bardzo znaczącą informacje.

- Wyszli – wydusił. Pansy pokręciła z naganną głową.

- To zauważyłam…  Jest sens pytać się was co stało się takie zabawne?

- Z tego powodu wyszli – parsknął jeszcze większym śmiechem, a jego koledzy poszli za przykładem.

- Czyli nie chce wiedzieć… - mruknęła pod nosem. – Idę ich poszukać.

- Oni też tak mówili… - stwierdził Goyle.     

- I nie wrócili…. – dokończył Crabb. Ponownie całe towarzystwo poddało się rozbawieniu.
           Pansy wyszła idąc korytarzem, co jej poprzednicy. Nic z nich nie wyciągnęła, więc stwierdziła, że przejdzie się po pociągu. W końcu lepsze to niż słuchania lamentowania Dafne. Wiedziała, iż długo nie wytrzyma pozostania w tej świcie. Doszła do głównego holu i zastała coś co prawie zwaliło ją z nóg. Ledwo złapała równowagę, gdyż zatapiając się w swoich rozmyślaniach nie zauważyła chłopaka leżącego na podłodze.

Zaraz… Czy to nie…

- Diable? Co ty do cholery robisz? – nie odpowiedział, w tym momencie zdała sobie sprawę, że nie słyszy jego śmiechu, ani walenia ręką w podłogę.
           Rozejrzała się. Malfoy wciśnięty ścianę i Granger grożąca biedakowi. Podniosła doskonale wyregulowaną brew do góry. Musiała przerwać tę farsę, gdyż widziała jak pana Prefekt Naczelna coraz bardziej traciła nad sobą panowanie.  Zdjęła zaklęcie wyciszenia za pomocą różdżki Zabinniego. Ten nawet nie poczuł, że wyciąga ją z jego kieszeni. Zaczęły do niej dochodzić głosy. Jednak kłócąca się Gryfonka nie zważała na to, tym bardziej Balise.

- Co tu się na Salazara dzieje?! – krzyknęła, chcąc uzyskać odpowiedzi.
           Nie codziennie widuje się tak spłoszonego Malgoy’a, Granger tak wściekłej i tak rozbawionego Zabinni’ego.
           Odwrócili głowy w jej stronę. Diabeł szybko podniósł się z podłogi strzepując niewidzialny kurz z ubrania i poprawiając kołnierz swojej koszuli.

- Chciałbym zapytać o to samo – zadeklarował.
           Draco przeniósł swój wzrok z przyjaciół na Hermione i z powrotem.

- Jak to?! Nie było widać?! Próbował mnie zabić! – krzyknął Draco gestykulując rękami.
           Hermiona znów przybierała swój buraczkowy kolor na twarzy, już otwierała usta, aby mu wygarnąć, ale Parkinson jej nie pozwoliła. Wiedziała, że Gryfonka dopiero się rozkręca, a musiała przyznać, że nawet jeżeli Malfoy był czasami dupkiem, wciąż pozostawał jej przyjacielem. W końcu z kobietą nigdy nie wygrasz.

- Mogę wiedzieć co się wydarzyło, że doszło do wielkiej kłótni…

- Chyba triady… - mruknął Malfoy, wystarczająco głośno. Hermiona nie wytrzymała.

- Ta Fretka oznajmiła Greengrass swoje plany zabrania MNIE na jakąś GŁUPIĄ imprezę do ŚLIZGONÓW! Nawet nie pytając MNIE o zgodę WYKORZYSTANIA mojej osoby do zbycia tej IDIOTKI – krzyczała w odpowiedzi, choć bardziej do Dracona niż Pansy, która spojrzała zdziwiona na Smoka.

- Co zrobiłeś? – zapytała z niedowierzaniem, natomiast Zabinni uśmiechnął się przebiegle. Oj, on już wie co się święci…

- Czy ty chcesz, żebym popełnił samobójstwo? Każda sekunda, minuta, godzina w towarzystwie tej wywłoki, a broń Merlinie jeszcze cały wieczór właśnie do tego doprowadzi – spojrzał na przyjaciółkę z miną zbitego psa. Ona zaś pokręciła głową, wzięła pod rękę Diabła i na odchodne rzuciła.

- Zróbcie coś z tym bałaganem – i już jej nie było tak jaki i Zabinni’ego.

- Myślisz, że się pogodzą? – spytał.

- Wątpię. Jednak ja nie pierwsza widzę, że z naszym przyjacielem dzieje się coś dziwnego, nieprawdaż? – On uśmiechnął się tylko w odpowiedzi. Ruszyli do pustego przedziału, wciąż trzymając się za ręce. 

***

            Stali w milczeniu, dopóki Ślizgoni nie zniknęli z horyzontu.

- Dobra. To przyjdę po ciebie o dwudziestej. Nie obrażaj się, a pamiętaj, że zrobisz na złość wielu osobom, których nienawidzisz – po tej krótkiej wypowiedzi, rozwiązującej spór, poszedł w ślady przyjaciół. Na tyle szybko, by Gryfonka nie zdążyła jeszcze dorzucić parę groszy od siebie.
           Ta nie mogąc nic innego zrobić, również ruszyła do przedziału. Zastała tam pogrążoną w śnie Ginny.
           Usiadła naprzeciwko biorąc książkę do ręki odnajdując stronę, na której się zatrzymała. Wpatrywała się w nią kilka sekund. Nie mogła nic przeczytać, jej głowa była pełna galopujących myśli, gdzie problemy z Weasley’em były na szarym końcu.
           Świat stanął na głowie…  Wszyscy powariowali, a Fretka stoi w epicentrum tego szaleństwa. Malfoy chce iść z SZLAMĄ na jakąś imprezę? Jeszcze nazwał tą Szlamem IMIENIEM, powiedział „Hermiona” wyraźnie słyszała. Nie przypuszczała nawet, że posiada taką rozległa wiedzę o niej jaką jest jej imię. Poza tym widziała Mopsicę – niby nic niepokojącego, ale to nie była Parkinson, którą znała i nienawidziła. Była ubrana inaczej, nie śliniła się na widok Malfoy’a niczym Greengrass. Zachowywała się, o dziwo, normalnie. Coś z zdecydowanie jest tu nie tak jak powinno. To odbiega od normy, a ta impreza… To musi być jakiś podstęp, mający na celu upokorzenie…  Na pewno o to chodzi!
           Nic innego bowiem nie mogła wymyślić. A im dłużej się nad tym zastanawiała tym powody były coraz bardziej nierzeczywiste. Westchnęła głęboko.  Dobrze, że niedługo znajdzie się w Hogwardzie, gdzie zażyje kojącej kąpieli i pójdzie spać. Dziękowała Godrykowi za to, że dzień chyli się ku nocy.
           Jednak nie powinna chwalić dnia przed zachodem słońca…

***

* „szansa na sukces” – program telewizyjny.
*GrennGrass – tłumaczenie z ang. zielona trawa.


Wnioski, Skargi, Zażalenia? Piszcie w komentarzach.

2 komentarze:

  1. Świetny pierwszy rozdział!
    Świetny pomysł z tym przyjęciem. Jestem ciekawa, co się podczas niej wydarzy ;)
    Draco... Oj, Draco... Jego rozmyślania o Hermionie takie cudowne *.* Widać, że nasza Fretka wpadła po uszy.
    Podoba mi się, że wprowadziłaś Pansy, Blaise'a, Notta, Crabbe'a i Goyle'a. Im więcej Ślizgonów, tym lepiej :D
    Przepraszam, że się nie rozpiszę, ale właśnie oglądam HP na tvn7 ;)
    Gorąco pozdrawiam i życzę duuużo weny! Johanna Malfoy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię, :)
      Cieszę się, że odniosłaś takie wrażenie dotyczące Malfoy'a, widać Mój zamiar był trafny, :D
      Impreza będzie ciekawa... Choć rozdział następny będzie raczej napisany z perspektywy kogoś innego niż nasi główni bohaterowie. Jednak bez obaw niczego nie stracimy.
      Rozumiem, jeżeli chodzi o HP! Również oglądałam, ;)
      Również pozdrawiam,
      Shadow Follow

      Usuń