Witam czytelników! Jest kilka perspektyw, dialogów i na pewno błędów. Rozdział dość krótki - tylko 8 stron, jednak mam nadzieje, że go polubicie. Pierwszy rozdział przed Wami, więc życzę miłego zagłębienia się w lekturze.
Zapraszam do czytania!
Shadow Follow
Shadow Follow
Rozdział I
Expres
Hogwart
Wtedy gdy spotkali się po raz drugi…
Pojawiły się imiona i nazwiska, wszechobecne etykiety, dzielące domy oraz
ciążące obowiązki. Nie było żadnych ciepłych uśmiechów, głębokich spojrzeń
oczu, oczywistych uczuć czy ich samodzielnych decyzji.
Sześć długich lat obrażania się za jeden pogląd, dotyczący
czystości krwi. Gardzenie sobą, pomiatanie, wrogość. Tak jak jedna informacja
przysłoniła pierwsze wrażenie, tak wojna jak fala zmyła poglądy, a w raz z nią
popłynął Voldemort. Niektóre rodziny odrzucały nauki Czarnego Panna inne wciąż
za nimi podążają, dzieleni są na mądrych i głupców – którzy są którymi? Pojęcie
względne. Jednak wojna zabrała coś jeszcze, a mianowicie rok nauki w szkole
Magii i Czarodziejstwa. Niestety nie wszyscy zdecydowali się powtarzać rok, ale
większość z nich chętnie powróciła w mury Hogwartu.
Pewna osiemnastolatka siedziała w przedziale pociągu Hogwart
Express zaczytana w jakąś książkę. Bardzo interesującą, gdyż dziewczyna nawet
nie usłyszała przybycia osoby, która usiadła naprzeciwko niej.
- Słuchaj.
Wiesz to nasz ostatni rok… i zastanawiałam się co być powiedziała na… imprezę u
Ślizgonów? Wiesz to coroczne wielkie przedsięwzięcie,
nie łatwo się tam dostać, a ja zdobyłam dwa zaproszenia –mówiła szybko. Jednak
szatynka dalej wpatrywała się w kartki.
- Halo
ziemia do Hermiony Jane Granger! – wykrzyknęła dziewczyna, łapiąc za książkę,
którą obecnie miała w rękach jej przyjaciółka. Zaskoczona Gryfonka spojrzała na
osobę, przerywającą jej ważny wątek w scenie.
- O Ginny!
Jesteś… Nie mogłam Cię znaleźć. Wybiegłaś jak tylko wsiadłyśmy i jak kamfora.
Po prostu puff – stwierdziła. – A teraz oddaj mi książkę, proszę.
- Nie dopóki
nie odpowiesz na moje pytanie. Wystarczy tak lub nie.
- A jak ono
brzmiało?
- Przecież
tu byłaś kiedy je zadawałam – uśmiechnęła się złośliwe. Wiedziała bowiem, że
Hermiona za żadne skarby nie zgodzi się na imprezę, bądź co bądź urządza ją Slytherin
i jest zawsze bardzo prestiżowa. Oczywiście nie zgodzi się świadomie, a
nieświadomie…
- W takim
bądź razie odpowiedź brzmi; nie.
- Och naprawdę. A myślałam, że jednak się zgodzisz. To taka okazja, przecież możesz się wiele nauczyć. – Hermiona nie widziała czy Ginny chodziło o prawdziwe znaczenie tego słowa lub też kombinowała coś innego. Przez kilka sekund miała dylemat. Mogła stracić jakąś szanse na poznanie czegoś nowego i interesującego, gdy się nie zgodzi. Jednak ostatecznie stwierdziła, że cokolwiek to jest nie może być tak źle – w końcu najlepsza przyjaciółka chce dla ciebie jak najlepiej…
- No dobrze…
Powiedzmy, że się zgadzam – na twarzy rudej wykwitły szeroki uśmiech i szatynka
wiedziała, że lepiej było pozostać przy odpowiedzi przeczącej.
- Właściwie na co się zgodziłam?
- Na imprezę
u Ślizgonów! Tą wielką na otwarcie roku! Zobaczysz będzie super… Odstawimy się
tak że każdy chłopak będzie…
- Zaraz,
zaraz. A gdzie w tym niby nauka, o której wspomniałaś? – spytała Gryfonka
przerywając wykład rudej.
- No jak to
gdzie. Musisz podszkolić się w robieniu makijażu, wyrywaniu chłopców…
- Przecież
mam chłopaka – przerwała jej potok słów, zaskakujące jak taka mała osoba
potrafi nimi strzelać niczym z karabinu.
- Dla mnie
to wy już jesteście w separacji… Od czasu kiedy ten idiota ze mną spokrewniony
obściskiwał się z Brown w naszej ulubionej francuskiej kawiarni – powiedziała dobitne.
- Nawet
jeżeli, i tak nie powinnam go zdradzać.
- Oj już tam
zdrada. Jak dla mnie za duże określenie. To są tylko nauki wstępne, do tego jak
ożywić twoje życie towarzyskie po etapie Ronusia – wypowiedziała lekko, kładąc
nacisk na ostatnie słowo, podkładając słodki głosik.
- Mówisz tak
jakbyśmy się już rozstali.
- A tak nie
jest? Spójrz Hermiono. Otwórz oczy… Nie jest tak jak było wcześniej. Ron
inaczej cię traktuje i nie patrzy na ciebie jak kiedyś. A ja nigdy nie
widziałam „tego” blasku w twoich oczach. W
mojej opinii to nigdy nie byliście w prawdziwym związku traktujesz go jak brata i nie wiem jak można być tak ślepym
nie zauważając tego. Przykro mi, ale to brutalna prawda – mówiła spokojnie i
łagodnie, jakby nie chciała urazić uczuć przyjaciółki, które jej zdaniem do
Rona wcale nie były kierowane. Bynajmniej chodzi te o miłości pomiędzy dwojgiem
ludzi czy nawet zauroczeniu, a nie więzi
brata oraz siostry. Widząc już te trybiki w głowie Panny Granger
przetwarzających jej wypowiedź postanowiła odciągnąć ją od przykrych myśli. - Jak
już mówiłam odstawimy się. Mam nawet pomysły na stylizację. Ty będziesz mieć
rozpuszczone, falowane wło… - i w tym momencie szatynka się wyłączyła, a ruda
nawijała dalej o przygotowaniach, a oczy jej się świeciły jak dwa reflektory.
Hermiona zastanawiała się nad słowami przyjaciółki. Czy były
prawdą? Może i nie mieli takich samych stosunków co przed Lavender, ale nie
było aż tak źle, chyba. Czy Ron nie patrzył na nią tak jak kiedyś? Nie
zachowywał się jak należy? Zauważała małe niuanse w ich związku, które uległy
zmianie, jednak nie uważała, że to już koniec. Choć z drugiej strony to tak
naprawdę Ron nigdy jej nie pociągał. Jest i była z nim tylko dlatego, że od
niej tego oczekiwano, a nie chciała nikogo zawieść. Zwłaszcza Pani Weasley.
Jego status pozostawał „przyjaciel w związku” – tak to przynajmniej odczuwała. A
teraz jeszcze bardziej niż przedtem.
- No i co
tym myślisz? – spytała podekscytowana Ginny. Szatynka wiedziała, że bardzo jej
zależy na tej imprezie, więc postanowiła, iż choć jedna z nich będzie
szczęśliwa tego wieczoru.
- Świetne! Masz
ciekawe pomysły – stwierdziła szatynka, a na twarz przywołała swój uśmiech,
oczywiście wymuszony. Wypracowała go perfekcyjnie i nikt nie widział różnicy.
Ruda oddała się znowu swoim fantazją, a Gryfonka wykorzystała okazje i uciekła
z przedziału ze słowami.
- To ja idę
się przejść – przyjaciółka nawet nie zauważyła jej wychodzącej, a Hermionie
było to na rękę. Podeszła do okna na korytarzu i otworzyła je. Wiatr wdarł się
w jej włosy, obijał o twarz. Odgłosy pociągu mknącego po torach oczyściły jej
umysł. Poddała się chwili i zamknęła oczy. Delektowała się chwilą ciszy oraz
spokoju, które nie trwały długo…
Ktoś
w cieniu wyraźnie zawiesił na niej oko - była ideałem w jego oczach.
***
- Masz rację, Goyle! –wykrzyknął Crab.
- Wiem. To jest genialny pomysł – Goyle wypiął dumnie pierś,
jakby rozwiązał problem trzeciego świata.
- A o czym takie dyskusje? – zapytał Zabinni wchodząc do
przedziału. Spojrzał na Malfoy’a, który miał zbolałą minę.
- Zaraz się dowiesz Diable – wyminął swojego najlepszego
przyjaciela i wyszedł szybko, by w końcu odetchnąć od głupoty, którą nasiąknęli
całe to jakże małe pomieszczenie.
Szedł powoli
przez korytarze, mijając kolejne przedziały oraz roześmiane grupki uczniów.
Doszedł do głównego holu i ujrzał Ją.
Wiatr rozwiewał
jej brązowe loki, miała zamknięte oczy. Wyglądała jakby chłonęła dźwięki
otoczenia. Lekkie piegi na jej zdartym nosie lekko uwydatniły się w słońcu
wpadającego przez okno. Pełne malinowe usta rozchylone. Kusząca długa szyja
zapraszająco wygięta. Ubrana w zwykły biały t- shirt i czarne jeansy z wysokim stanem
jeszcze bardziej podkreślał jej niesamowicie długie nogi , mimo iż liczyła
zaledwie 170 cm. Inteligentna, zadziorna, pyskata… To coś o co chciał ujrzeć w
swojej wybrance. A nie taka Greengrass,
która zamiast mózgu ma na pustej przestrzeni postawioną tabliczkę głoszącą „Do
wynajęcia”. Jednak to, że jej wygląd się
zmienił nie znaczyło, iż nie lubił jej wkurzać. Tą przyjemność sprawiał sobie
wtedy kiedy tylko miał okazje.
Jego myśli na temat szatynki
przerwał głośny, cienki i równocześnie słodki głosik. Gwałtownie odwrócił się w
stronę nadchodzącej… o zgrozo… Greengrass.
O wilku mowa… Wyjątkowo
skąpym w odzienie…
- Dracusiu! Tu jesteś, wszędzie cię szukałam! Chciałam
zapytać czy idziemy na imprezę. No wiesz.. tą dzisiaj z okazji rozpoczęcia roku
– wyświergotała. Ubrana w mini czarną spódniczkę, która sprawiała wrażenie
funkcji majtek oraz top; skrawek odzieży, wydający się zbędny podchodząc coraz
bliżej do JEJ Dracusia.
- Nie, bo… - Draco zaczął gorączkowo się zastanawiać.
Przecież nie
powie jej, że nie idzie. Wtedy będzie wymyślać milion powodów, dlaczego miałby
iść, a po tej katordze i tak by go wyciągnęła siłą. On do wątłych nie należy,
ale nie bije kobiet, nawet takich pustych idiotek - dosłownie. Nie może,
również powiedzieć, że idzie z Pansy, gdyż Diabeł się z nią umówił. Nie chciał
im odbierać szansy na stanie się czegoś powyżej przyjaźni. Sam liczył na
szczęście Balise’a, a Pansy była jego najlepszą przyjaciółką i najwyraźniej
czuła coś do Diabła. Oczywiście skrywanie odwzajemniane. On nie jest niewidomy,
zauważył to. Nie chciał odbierać czarnowłosej „szansę na sukces”*… oraz szczęście.
W końcu oboje śliną się na swój widok od tamtego roku. Jednak wojna nie
był najlepszym czasem na romanse. Zaczął nerwowo rozglądać się po przedziale,
próbując coś wymyślić, przecież z nią nie pójdzie. W końcu uwielbia siebie, a
nie chciał pozbawiać się życia przez jakąś farbowaną blondynkę, pospolitą jak
trawa. Co nastąpi po imprezie w towarzystwie GreenGrass*. Gdy jego wzrok padł na
szatynkę mierzącą ich morderczym wzrokiem. Najwyraźniej Dafne przerwała jej
chwilę błogiego spokoju swoją słodką gadką. Wpadł na genialny pomysł.
Przynajmniej w jego odczuciu, ponieważ nikt inny nie podzielał jego zdania.
Jednym susłem, niczym pantera doskoczył do Gryfonki i objął ją w tali, po czym
rzekł inteligentnie.
- Bo już umówiłem się z Hermioną – wydusił jednym tchem.
Panna
Granger nawet nie protestowała tylko stała zszokowana i zdezorientowana. Jak
słup, który, jak potocznie się mówi, stoi i dupa. Dafne stała jak wryta. Przez
jej twarz przeleciał kolor czerwony ze wściekłości, później zielony z
zazdrości, i tak ukazało się na jej pięknej buźce cała paleta kolorów tęczy.
- I d z i e s z z
e s z l a m ą? – wydukała. Malfoy tylko przeszył
ją zimnym, morderczym spojrzeniem, a Dafne jak spłoszony jeleń zrobiła krok w tył.
Wiedziała, że
lepiej nie wchodzić w spór z Malofyem. Jest nieprzewidywalny. Nie chciała, aby czyhał
na jej życie, więc powoli się wycofała. Już widziała co ten niezwykle przystojny
Książę Slyhterinu może zrobić w akcie wściekłości.
- Skoro tak… To ja już pójdę – wykrztusiła, po czym trzęsąc
się ze złości wróciła do przedziału.
Najprawdopodobniej
nawrzeszczeć na jej pseudo przyjaciółki, które będą musiały wysłuchiwać jej
krzyków najpewniej do końca dnia jak i nie po nim.
Hermiona w
końcu otrząsnęła się z stanu „osłupienia”, i powoli, stopniowo w jej krwi
wrzała wściekłość, aby osiągnąć wreszcie apogeum. Wyrwała się z uścisku, w
którym dalej tkwiła mimo, że Ślizgonka dawano już poszła. Zaczęła wrzeszczeć na
Smoka, wyzywać, kłócić się. Choć był to kłótnia jednostronna, gdyż Gryfonka nie
dała Malfoy’owi dojść do nawet jednego słowa. Został przyparty do ściany,
zimnego muru wściekłości i nie widział szansy na ucieczkę. Szatynka darła się
wniebogłosy, dziwne jest więc to, że nikt nie przyszedł zobaczyć co się dzieje.
***
Balise po
usłyszeniu pomysłu Goyla i Crabba wyszedł jak najszybciej z przedziału,
rzucając na obchodne, że idzie poszukać Smoka. Dzięki Merlinowi jeszcze nie
wrócił, inaczej utknąłby tam i nie wiadomo czy by to przeżył. Szedł przed
siebie, i usłyszał jakieś głośne wrzaski.
Hermiona Granger?
Co jak co,
ale jej głos znał, aż za dobrze. W każdej sekundzie istnienia Smok darł z nią
koty, aż dziw, ze jeszcze Hogwart stoi na miejscu. Przyśpieszył kroku wodzący
ciekawością, ale to co ujrzał przeszło jego najśmielsze oczekiwania. A co jak
co, ale Diabełek miał bardzo bujną wyobraźnie…
Ujrzał
Gryfonkę całą czerwoną na twarzy i trzęsącą się z wściekłości oraz swojego
przyjaciele bladego niż zwykle z przerażeniem w oczach. Opierał się o ścianę, wbijając
się w nią, a Hermiona machała mu palcem przed nosem wygrażając. Zabinni po
prostu w jednej chwili złapał się za brzuch powstrzymując śmiech, który się
zrodził na widok tej dwójki. Swą pomysłowością i genialnością przebił Dracona i
wyciszył korytarz. Jeszcze więcej gapiów tu potrzeba... Wolał zachować dla
siebie takie przedstawienie. Sam uprzednio również się zaczarował, po czym
wybuchnął tak wielkim śmiechem, że dosłownie położył się na podłodze i walił w
nią, nie mogąc robić nic innego. Tak trwali w tym jakże uroczym obrazku;
Wściekła
Gryfonka grożąca przerażonemu Ślizgonowi, którego najlepszy przyjaciel zwijał
się ze śmiechu na podłodze jak jakiś menel niespełna rozumu.
***
Pansy
kierowała się właśnie do przedziału, który zajmowali jej przyjaciele. Diabeł i
Smok. Przed chwilą została uraczona krzykami oburzonej Dafne, bredzącej coś o
niesprawiedliwości świata oraz obietnicy, że zdobędzie Dracusia do końca
siódmego roku. Szczerze wątpiła, aby Greengrass usidliła kogoś takiego jak
Malfoy. On po prostu był nieuchwytny. Weszła do przedziału bez pukania. Zastała
tam tylko Crabba, Goyla i Nott’a, kłócący i śmiejący się na przemian. Jednak
ani śladu Malfoy’a i Zabinni’ego.
- Gdzie są Smok i Diabeł? – zapytała, a odpowiedziała jej
jeszcze jedna salwa śmiechu.
Wreszcie
Nott złapał na tyle oddechu, by powiedzieć bardzo znaczącą informacje.
- Wyszli – wydusił. Pansy pokręciła z naganną głową.
- To zauważyłam… Jest
sens pytać się was co stało się takie zabawne?
- Z tego powodu wyszli – parsknął jeszcze większym śmiechem,
a jego koledzy poszli za przykładem.
- Czyli nie chce wiedzieć… - mruknęła pod nosem. – Idę ich
poszukać.
- Oni też tak mówili… - stwierdził Goyle.
- I nie wrócili…. – dokończył Crabb. Ponownie całe
towarzystwo poddało się rozbawieniu.
Pansy wyszła
idąc korytarzem, co jej poprzednicy. Nic z nich nie wyciągnęła, więc
stwierdziła, że przejdzie się po pociągu. W końcu lepsze to niż słuchania
lamentowania Dafne. Wiedziała, iż długo nie wytrzyma pozostania w tej świcie.
Doszła do głównego holu i zastała coś co prawie zwaliło ją z nóg. Ledwo złapała
równowagę, gdyż zatapiając się w swoich rozmyślaniach nie zauważyła chłopaka
leżącego na podłodze.
Zaraz… Czy to nie…
- Diable? Co ty do cholery robisz? – nie odpowiedział, w tym
momencie zdała sobie sprawę, że nie słyszy jego śmiechu, ani walenia ręką w
podłogę.
Rozejrzała
się. Malfoy wciśnięty ścianę i Granger grożąca biedakowi. Podniosła doskonale
wyregulowaną brew do góry. Musiała przerwać tę farsę, gdyż widziała jak pana
Prefekt Naczelna coraz bardziej traciła nad sobą panowanie. Zdjęła zaklęcie wyciszenia za pomocą różdżki Zabinniego.
Ten nawet nie poczuł, że wyciąga ją z jego kieszeni. Zaczęły do niej dochodzić
głosy. Jednak kłócąca się Gryfonka nie zważała na to, tym bardziej Balise.
- Co tu się na Salazara dzieje?! – krzyknęła, chcąc uzyskać
odpowiedzi.
Nie
codziennie widuje się tak spłoszonego Malgoy’a, Granger tak wściekłej i tak
rozbawionego Zabinni’ego.
Odwrócili
głowy w jej stronę. Diabeł szybko podniósł się z podłogi strzepując
niewidzialny kurz z ubrania i poprawiając kołnierz swojej koszuli.
- Chciałbym zapytać o to samo – zadeklarował.
Draco
przeniósł swój wzrok z przyjaciół na Hermione i z powrotem.
- Jak to?! Nie było widać?! Próbował mnie zabić! – krzyknął
Draco gestykulując rękami.
Hermiona
znów przybierała swój buraczkowy kolor na twarzy, już otwierała usta, aby mu
wygarnąć, ale Parkinson jej nie pozwoliła. Wiedziała, że Gryfonka dopiero się
rozkręca, a musiała przyznać, że nawet jeżeli Malfoy był czasami dupkiem, wciąż
pozostawał jej przyjacielem. W końcu z kobietą nigdy nie wygrasz.
- Mogę wiedzieć co się wydarzyło, że doszło do wielkiej
kłótni…
- Chyba triady… - mruknął Malfoy, wystarczająco głośno.
Hermiona nie wytrzymała.
- Ta Fretka oznajmiła Greengrass swoje plany zabrania MNIE na
jakąś GŁUPIĄ imprezę do ŚLIZGONÓW! Nawet nie pytając MNIE o zgodę WYKORZYSTANIA
mojej osoby do zbycia tej IDIOTKI – krzyczała w odpowiedzi, choć bardziej do
Dracona niż Pansy, która spojrzała zdziwiona na Smoka.
- Co zrobiłeś? – zapytała z niedowierzaniem, natomiast
Zabinni uśmiechnął się przebiegle. Oj, on już wie co się święci…
- Czy ty chcesz, żebym popełnił samobójstwo? Każda sekunda,
minuta, godzina w towarzystwie tej wywłoki, a broń Merlinie jeszcze cały wieczór
właśnie do tego doprowadzi – spojrzał na przyjaciółkę z miną zbitego psa. Ona
zaś pokręciła głową, wzięła pod rękę Diabła i na odchodne rzuciła.
- Zróbcie coś z tym bałaganem – i już jej nie było tak jaki i
Zabinni’ego.
- Myślisz, że się pogodzą? – spytał.
- Wątpię. Jednak ja nie pierwsza widzę, że z naszym
przyjacielem dzieje się coś dziwnego, nieprawdaż? – On uśmiechnął się tylko w
odpowiedzi. Ruszyli do pustego przedziału, wciąż trzymając się za ręce.
***
Stali w milczeniu, dopóki Ślizgoni nie zniknęli z horyzontu.
- Dobra. To przyjdę po ciebie o dwudziestej. Nie obrażaj się,
a pamiętaj, że zrobisz na złość wielu osobom, których nienawidzisz – po tej
krótkiej wypowiedzi, rozwiązującej spór, poszedł w ślady przyjaciół. Na tyle
szybko, by Gryfonka nie zdążyła jeszcze dorzucić parę groszy od siebie.
Ta nie mogąc
nic innego zrobić, również ruszyła do przedziału. Zastała tam pogrążoną w śnie
Ginny.
Usiadła
naprzeciwko biorąc książkę do ręki odnajdując stronę, na której się zatrzymała.
Wpatrywała się w nią kilka sekund. Nie mogła nic przeczytać, jej głowa była
pełna galopujących myśli, gdzie problemy z Weasley’em były na szarym końcu.
Świat stanął
na głowie… Wszyscy powariowali, a Fretka
stoi w epicentrum tego szaleństwa. Malfoy chce iść z SZLAMĄ na jakąś imprezę?
Jeszcze nazwał tą Szlamem IMIENIEM, powiedział „Hermiona” wyraźnie słyszała.
Nie przypuszczała nawet, że posiada taką rozległa wiedzę o niej jaką jest jej
imię. Poza tym widziała Mopsicę – niby nic niepokojącego, ale to nie była
Parkinson, którą znała i nienawidziła. Była ubrana inaczej, nie śliniła się na
widok Malfoy’a niczym Greengrass. Zachowywała się, o dziwo, normalnie. Coś z
zdecydowanie jest tu nie tak jak powinno. To odbiega od normy, a ta impreza… To
musi być jakiś podstęp, mający na celu upokorzenie… Na pewno o to chodzi!
Nic innego
bowiem nie mogła wymyślić. A im dłużej się nad tym zastanawiała tym powody były
coraz bardziej nierzeczywiste. Westchnęła głęboko. Dobrze, że niedługo znajdzie się w
Hogwardzie, gdzie zażyje kojącej kąpieli i pójdzie spać. Dziękowała Godrykowi
za to, że dzień chyli się ku nocy.
Jednak nie
powinna chwalić dnia przed zachodem słońca…
***
* „szansa na sukces” – program telewizyjny.
*GrennGrass – tłumaczenie z ang. zielona trawa.
Wnioski, Skargi, Zażalenia? –
Piszcie w komentarzach.
Świetny pierwszy rozdział!
OdpowiedzUsuńŚwietny pomysł z tym przyjęciem. Jestem ciekawa, co się podczas niej wydarzy ;)
Draco... Oj, Draco... Jego rozmyślania o Hermionie takie cudowne *.* Widać, że nasza Fretka wpadła po uszy.
Podoba mi się, że wprowadziłaś Pansy, Blaise'a, Notta, Crabbe'a i Goyle'a. Im więcej Ślizgonów, tym lepiej :D
Przepraszam, że się nie rozpiszę, ale właśnie oglądam HP na tvn7 ;)
Gorąco pozdrawiam i życzę duuużo weny! Johanna Malfoy
Dziękuję za opinię, :)
UsuńCieszę się, że odniosłaś takie wrażenie dotyczące Malfoy'a, widać Mój zamiar był trafny, :D
Impreza będzie ciekawa... Choć rozdział następny będzie raczej napisany z perspektywy kogoś innego niż nasi główni bohaterowie. Jednak bez obaw niczego nie stracimy.
Rozumiem, jeżeli chodzi o HP! Również oglądałam, ;)
Również pozdrawiam,
Shadow Follow